Od lodówki po galerię sztuki, czyli jakie podejście powinien mieć młody artysta.

Autor: Blog

Każdy z nas rodzi się z jakimś talentem. Ci, którzy mówią, że tak nie jest, po prostu jeszcze nie znaleźli swojego. Niczym super moc           o nieznanym pochodzeniu, naturalnie postrzegamy świat inaczej niż inni. Widzimy wzory, schematy, możliwości. Źródła niepojętej kreatywności, czekające aż nadamy jej kształtu. Możemy wykorzystać ją w tylu dziedzinach, wiecznych po dziś dzień. Muzyka, malarstwo, literatura i więcej definiujących całe ery form przekazywania treści. Jak pewnie zauważyliście, nakręcam to coraz bardziej. Wierzę, że powoli widzicie w jakim kierunku z tym idę. Gdy coś ma wystarczająco silny przekaz, by zmienić to jak postrzegamy rzeczywistość, znaczy to również, że pewnie da się z tego jakoś zarobić. W końcu, jeśli jesteś       w czymś dobry, nie rób tego za darmo.

        Jako iż pisanie krótkich poematów czy szkicowanie na końcu zeszytu służy nam do rozwijania konwersacji w trakcie small-talków, zawsze stawiamy sobie nasze hobby na jakimś piedestale. Nieważne     w jakim stopniu zaawansowania w nim jesteśmy. W domyśle zajmujemy się tym w wolnym czasie, z dala od obowiązków                        i odpowiedzialności, dopracowujemy zdolności i nabieramy wprawy, czując się przy tym jakby była to zwyczajna zabawa. Dlatego gdy przyjdzie co do czego, a na karku poczujemy oddech tamtych obowiązków, połączenie przyjemnego z pożytecznym zdaje się perspektywą idealnej pracy. Co jednak warto zapamiętać, nim zdecydujemy się upublicznić naszą, pierwszą pracę? Nim zamarzymy o tym, by nasze nazwisko było znane na cały świat? Nie oszukujmy się, tego drugiego nie da się wyprzedzić.

        Przede wszystkim, nie dajcie sobie wmówić, że sztuka umarła. Że nie ma sensu dokładać cegiełek do kanonów, bo żyjemy w nudnych czasach liczb, ich zwiększania i zmniejszania w sposoby skupione wyłącznie na krótkotrwałym zysku. Sztuka ma się dobrze i przeżyje nas wszystkich. I to dzięki nam – ludziom, którzy z wielką chęcią pokażą tym sceptykom, że się mylą. Lecz nie tylko im powinniśmy to udowodnić. Udowodnijmy to sobie nawzajem, zduśmy uczucie, że nie jesteśmy potrzebni, że ktoś zrobi to za nas, zrobi to lepiej. Póki twoje dzieło nie krzywdzi, nie ma najmniejszej możliwości, by wniosły coś złego w świat twórczości. Nieważne jakiej jest jakości, zawsze znajdzie się kto je doceni, zawsze znajdzie się ktoś kto wyciągnie z niego wnioski. A najwięcej trzeba wyciągnąć samemu. Nie dać się krytykowi, który siedzi w każdym z nas i trzyma nas przed osiągnięciem naszego potencjału. Właśnie teraz blokuje mnie przed pisaniem tego tekstu. Przekażę mu wasze pozdrowienia.

        Skoro poradziliśmy sobie już z samokrytyką (najpewniej nie, ponieważ wymaga to stałej pracy, a nie jednego artykułu), pora sprostać większemu wyzwaniu. Tej ogromnej wątpliwości, nieobliczalnemu wyobrażeniu, kolosalnej świadomości, że nasze dzieła mogą zobaczyć niezliczone ilości ludzi, bardziej lub mniej bezpośrednich, surowych czy zaślepionych własnymi przekonaniami… Może zacznijmy od czegoś mniejszego. Dzielenie się naszą pracą to oczywista blokada na drodze naszego, dalszego progresu. Strach przed czyjąś oceną nabiera wszelkich kształtów, zanim nawet ją poznamy. „Pewnie im się nie spodoba”, „pewnie tylko marnuję ich czas”. Lub wręcz przeciwnie, „pewnie tak mówią, bo nie chcą mnie zranić”, „przecież niemożliwe, bym zrobił coś tak dobrego”. Z jednym i drugim tokiem myślenia zamykamy się w bańce, w której albo myślimy jak rzeczywiście świetni i niesamowici jesteśmy, albo to jak nigdy nic nam się nie uda i nie warto nawet próbować. Takie myśli są naturalnym elementem bycia artystą. Bez wątpliwości w naszych sercach, uczynimy tyle samo co bez dumy czy ambicji. Dlatego nie przebijajmy bańki, tylko otwórzmy ją na innych. Nie wstydźcie się pochwalić się rodzicom, znajomym,                 w szczęśliwych przypadkach nawet nauczycielom. Im więcej osób         w waszym kręgu zaufania pozna wasze zdolności, tym więcej doświadczenia nabierzecie wy jako artyści. Różne opinie napędzają mózgi artystów, co jest i skarbem i przekleństwem. Od jednych dostaniecie ślepy optymizm, od drugich trochę ostrych słów, od innych zwyczajny podziw, że chce wam się robić więcej. Czysto statystycznie, gwarantowanym jest to, że znajdzie się ktoś kto pokocha to co robicie. Zapamiętajcie to sobie, zwłaszcza jeśli będziecie o włos od wypuszczenia waszej pracy w świat. W mroczny, straszny                            i przeogromny świat, który może potraktować rezultat waszej krwi, potu i łez jak wilk traktuje owcę, zawsze znajdzie się ktoś kto uzna waszą pracę za ulubioną. Albo za drugą ulubioną, w swojej top piątce. Artyści nie rządzą tym światem, ale to oni go tworzą. I po drugiej stronie oceanu, tak samo jak po drugiej stronie okolicy, wasz potencjał zostanie dostrzeżony, a zdolności docenione.

(Taka mała porada dla osób z rodzeństwem. Pokażcie swoje dzieła bratu czy siostrze. Ich dobre słowa zawsze możecie wziąć do serca. Przecież nie powiedzieliby wam czegoś miłego bez sensownego powodu, co nie?)

        Nieuniknionym jest, że w procesie tworzenia, weźmiecie z czegoś inspirację. Ten artysta jest tak kreatywny, ta muzyka tak oryginalna, ten serial czy film tak wciągające. „I jak ja mam temu dorównać?”. „Po co ja mam tworzyć, skoro ktoś zrobił lub zrobi to lepiej?”. Wszystkie pomysły tego świata zostały już wykorzystane. Wszędzie. Znalezienie pomysłu, który nie został tknięty duchem minionych wieków jest bardziej daremne niż powrót do tego pomysłu, który miałem, do tej wizji, która wpadła mi dzisiaj do głowy podczas śniadania. (Cicho bądź i nadaj temu pomysłowi życie, ale migiem). Owszem, dążmy do odświeżania gatunków, do naginania konwencji, ponieważ w sztuce nie ma zasad. Są tylko porady i zatarte ścieżki. Ale gdybyśmy mieli zaprzestać tworzenia sztuki wyłącznie z powodu oryginalności lub jej braku, zatrzymalibyśmy się gdzieś przy mitach. (Serio, czego by ci Grecy nie wymyślili.) Dlatego nie bójmy się czerpać z innych dzieł, honorować tego co było, uczyć się z błędów popełnionych przez tych, których tak wielbimy. Bo właśnie temu służy sztuka. By uczono się         z błędów, by tworzono nowe błędy, a to co działało wykorzystać, by powtarzać ten cykl. Nie czujmy się winni za strach przed ogniem, tylko dlatego, że wszyscy się go boją. Drodzy pisarze i poeci, którzy to czytają, proszę, napiszcie coś głębszego niż powyższe zdanie.

Noście swoją inspirację na piersi. Swoje błędy jak odznaki, a to z czego jesteście dumni – jak medale.

        Jesteście artystami. Już, właśnie w tej chwili. Nie ja muszę to mówić, nie krytycy, nie świat, nawet nie wy. Niech powie płótno, niech powie kartka, niech powiedzą uszy, niech powiedzą oczy. No i… Niech powiedzą usta. Bo tylko one realnie mogą. Idźcie tworzyć. Podziękujecie mi później.

Używamy plików cookie, aby poprawić komfort korzystania z naszej witryny. Przeglądając tę ​​stronę, zgadzasz się na używanie przez nas plików cookie.

Zaloguj się

Zarejestruj się

Zapomniane hasło

Udostępnij